Weekend w Atenach

Listopad to miesiąc moich urodzin, więc wyjazd jak najbardziej był wskazany. Tym razem wybraliśmy się do Aten. Pogoda była idealna, lepszej nie można sobie wyobrazić w połowie listopada. Sami zobaczcie…

HOTEL

Zatrzymaliśmy się w Acropolis Hill Hotel, z którego mieliśmy ok. 7 minut pieszo do Akropolu. Hotel jest położony u podnóża Wzgórza Filopapposa. Za 4 noce wraz ze śniadaniami zapłaciliśmy 1000 zł, a widok z hotelowego tarasu bezcenny :)

Widok z tarasu Acropolis Hill Hotel

Ponieważ hotel zlokalizowany jest na wzgórzu, dotarcie do niego to niezły trening cardio ;) Ale czego się nie robi dla pięknych widoków!

Wzgórze, obok którego zlokalizowany jest hotel, to świetne miejsce na podziwianie panoramy Aten i Akropolu. Wejść na nie można z kilku stron, my wybraliśmy schodki od ulicy Mousson.

Akropol widziany ze Wzgórza Filopappousa
Widok na Pireus ze Wzgórza Filopappousa

PLAN NA 3 DNI W ATENACH

Dzień 1

Pierwszego dnia oczywiście wybraliśmy się zwiedzać Akropol. Bilety kupiliśmy przez internet, więc nie musieliśmy stać w żadnej kolejce, a koło 10 rano i tak nie było zbyt wielu osób. Bilet kosztował 10 EUR za osobę, ważny tylko na Wzgórze Akropolu. Chyba nie muszę dodawać, że Akropol to miejsce MUST SEE w Atenach.

Tego dnia było ok. 20 stopni, a na samym wzgórzu bardzo prażyło słońce, więc jeśli wybieracie się do Aten w okresie letnim, koniecznie pamiętajcie o kremie przeciwsłonecznym!

Zwiedzanie Akropolu zajęło nam ok. 3 godzin. Byliśmy naprawdę zachwyceni i trochę już głodni, więc wyruszyliśmy do Plaki, klimatycznej dzielnicy Aten, w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Po drodze podziwialiśmy resztę antycznych budowli, ale już zza ogrodzenia, bo nie kupowaliśmy biletów.

Agora

Plaka oferuje bardzo dużo knajpek na drinka lub kolację. Również w okolicach Placu Sindagma i Monastiraki można znaleźć super miejsca na obiad/kolację przy lampce wina.

W Atenach jest parę punktów widokowych, z których bardzo dobrze widać Akropol, więc można go podziwiać nie tylko w dzień, ale też w nocy.

Ateny nocą

Dzień 2

Żeby jak najlepiej wykorzystać piękną pogodę, drugiego dnia wybraliśmy się w okolice plaży Vouliagmeni. Dojeżdża tam autobus 122 z ostatniej stacji metra nr 2 ΣΤ.ΕΛΛΗΝΙΚΟ. Podróż zajęła nam ponad godzinę, ale było warto. Początkowo chcieliśmy rozłożyć się na prywatnej plaży Astir, ale cena 8 EUR za osobę po sezonie trochę nas do tego zniechęciła, więc idąc w stronę małego kościółka, a raczej kapliczki, znaleźliśmy o wiele lepsze miejsce.

Plaża Vouliagmeni mieści się na takim jakby cypelku – idąc dalej drogą do góry, możemy dostać się na sam koniec lądu, a stamtąd już tylko obserwować morze.
My postanowiliśmy dostać się do kapliczki Agios Nikolaos, do której poprowadziła nas nawigacja, bo nie ma tam żadnych znaków.
Kapliczkę otaczają drzewa, skały i oczywiście wspaniały widok. Jest tam od groma kotów, które akurat podczas naszej wizyty były karmione przez pana jeżdżącego od miejsca do miejsca i zostawiającego karmę dla kotów.
Podczas oglądania kapliczki, wypatrywaliśmy dobrego miejsca do rozłożenia się i opalania. Padło na pobliskie skały z łagodnym zejściem do morza, bo tak!, w połowie listopada kąpaliśmy się w morzu :)

W tle widać kapliczkę Agios Nikolaos

Nasz pobyt w okolicach plaży Vouliagmeni był niesamowity. Nie dość, że mogliśmy skorzystać z kąpieli słonecznej i morskiej, to na dodatek pobawiliśmy się z kotkami, które wcale się nas nie bały i chętnie wyciągały się na naszych ręcznikach. W pewnym momencie było ich aż 4 i każdy jeden chciał być wymiziany, więc mieliśmy ręce pełne roboty ;)

Dzień 3

W ostatni dzień naszego pobytu w Atenach wybraliśmy się do Pireusu, do którego dojechaliśmy metrem. Pireus to osobne miasto, ale niektórzy traktują je jako część Aten. W Pireusie mieści się jeden z największych portów w Europie i codziennie odpływają z niego statki na piękne, greckie wyspy.

My jednak zostaliśmy na lądzie i po wyjściu z metra od razu poszliśmy do portu, w którym stało kilkanaście wielkich promów pasażerskich.

Szczerze mówiąc, nie była to jakaś super atrakcja dla nas, więc ruszyliśmy w stronę marin, o których czytałam, że są bardzo klimatyczne ze względu na znajdujące się w nich restauracje ze świeżymi rybami i owocami morza. Po drodze mijaliśmy okazałe kościoły, drzewa z cytrynami i kolorowymi kwiatami.

Po 15 minutach spaceru dotarliśmy do pierwszej mariny Zea/Zeas zwanej również zatoką Pasalimani. Dookoła budynki mieszkalne, sklepy, fast foody, ogólnie nic specjalnego. Jak poszliśmy dalej, to ujrzeliśmy stoliki i parasolki należące do restauracji serwujących dania kuchni greckiej. W dalszej części mariny zacumowane były okazałe jachty i łodzie motorowe.

Zdecydowaliśmy się na obiad w jednej z restauracji przy promenadzie, w której właściciel był marynarzem i odwiedził parę razy Polskę. Ze względu na sentyment do naszego kraju, dostaliśmy 10% zniżki. Zamówiliśmy grilowanego leszcza morskiego, krewetki w sosie ouzo i musakę – wszystko było przepyszne. Poniżej zdjęcie restauracji oraz strona internetowa: www.takatsarolakia.gr

Po obiedzie poszliśmy do kolejnej mariny/portu Mikrolimano. Jest tam szereg knajpek przy samej wodzie, gdzie można wypić kawę lub zjeść obiad patrząc na taflę wody i przycumowane kutry. Jednak idąc dalej, już za port, możecie zauważyć, że miejsce to nieco przypomina modne. włoskie, nadmorskie miasteczka.

Takim widokiem zakończyliśmy nasz weekend w Atenach – na drugi dzień mieliśmy poranny lot do Budapesztu. Uważam, że Ateny i okolice są idealną destynacją na 3 dni. Oczywiście w samym mieście mogliśmy spędzić więcej czasu na zwiedzaniu muzeów, antycznych budowli, ale przy tak pięknej pogodzie trudno byłoby spędzać czas w zamkniętym budynku ;)

A jakie są Wasze uwagi/odczucia na temat Aten? Czy już za Wami ta grecka stolica, czy dopiero w planach?

2 thoughts on “Weekend w Atenach”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *